przejdź do treści strony kontakt
strona główna 501 936 975 menu wyszukiwarka

więcej

Małgorzata Pera żegna się z melomanami

Z MIASTA

red.
2016-10-19 08:51
13830

(fot. Adam Oziewicz)

Małgorzata Pera po decyzji prezydenta od poniedziałku nie jest już dyrektorem Filharmonii Gorzowskiej. W oświadczeniu podziękowała melomanom i krótko podsumowała swoją pracę.  

Była już dyrektor Pera przesłała do gorzowskich redakcji oświadczenie podsumowujące trzyletnią pracę na rzecz filharmonii.

Oto tekst:
„Filharmonia to miejsce, gdzie fałsz słychać najlepiej. To tutaj – niczym w orkiestrze – wszystko musi współgrać. Każdy dysonans brzmi tutaj z podwójną siłą, a odstępstwo od przyjętej tonacji rani uszy i serce.

Współgranie administracji z orkiestrą, a przede wszystkim z dyrygentem, prof. Moniką Wolińską zaowocowało choćby tym, że filharmonia kolejny rok z rzędu jest w stanie we wrześniu przekazać szczegółowy repertuar na cały sezon z góry. A przecież jeszcze trzy lata temu, trudno uwierzyć, nie było to standardem! Udało nam się jednak i nadgonić zaległości, i wprowadzić abonamenty, a melomanom dać możliwość planowania piątkowych wieczorów w całym sezonie.

Okazało się, że możliwe jest współgranie dyrygenta z dyrektorem. Dzięki nadawaniu na tych samych falach z prof. Moniką Wolińską udało nam się sprowadzić nad Wartę wiele znakomitości ze świata muzyki, że wymienię tu choćby: Thomasa Hampsona, Maestro Jerzego Maksymiuka, Maestro Kazimierza Korda, Maestro Tadeusza Strugałę.
Muzycy naszej filharmonii – dzięki kontaktom prof. Moniki Wolińskiej – mogli zagrać w Filharmonii Narodowej w Warszawie, na festiwalu Transatlantyk czy zaprezentować się przed setkami tysięcy uczestników Przystanku Woodstock. Warto też wspomnieć o znakomicie przyjętej w świecie płycie z muzyką dwóch polskich zdobywców Oskarów – Bronisława Kapera i Jana A.P. Kaczmarka.

To w końcu dzięki staraniom Moniki Wolińskiej Maestro Wojciech Kilar objął gorzowski Festiwal Muzyki Współczesnej swoim imieniem.

Z podniesionym czołem mogę dziś powiedzieć, że nie były to lata zmarnowane – ani dla mnie, ani dla instytucji. Nawet ten ostatni rok, gdy przebywałam na urlopie rodzicielskim, należy uznać za udany. I to nie tylko dlatego, że brałam udział w przygotowywaniu repertuaru, ale dlatego, że administracja wiedziała, że musi grać na sukces muzyki. I dlatego, że zdecydowana większość muzyków podzielała zaangażowanie swego dyrygenta i korzystała z tej samej partytury.

W życiu jak i w pracy kieruję się jasno określonymi zasadami i nie chodzi tutaj jedynie o działanie zgodne z literą prawa, bo to przecież oczywiste, że dyrektor działa w jego granicach. Miałam szczęście i zaszczyt kierować różnymi osobami w różnych miejscach. Zawsze najwyższym celem było dla mnie powodzenie realizowanego projektu, a osiągaliśmy go wspólnie, rozumiejąc doskonale, że nie może być przyzwolenia na bylejakość, załatwianie partykularnych interesów czy wręcz lenistwo. Taką linię melodyczną podziela większość pracowników administracji i muzyków, za co jestem im wdzięczna. Oni zrozumieli, że tylko wspólnym wysiłkiem i jakością naszej pracy przekonamy niechętne nam osoby. A takich nigdy nie brakowało. One słyszą jedynie dźwięk monet wrzucanych do studni bez dna, jak czasami określają naszą, gorzowską filharmonię. Owszem, ta instytucja potrzebuje sporo pieniędzy, bo i tworzy dobro, które nie zarobi na siebie w galerii handlowej. Tym bardziej powinna przekonywać do siebie profesjonalizmem i czystym graniem, a przede wszystkim zgraniem.

Amerykański pisarz H. Jackson Brown powiedział kiedyś: „Sięgajcie po gwiazdy. Może ich nie zdobędziecie, ale nie będziecie też mieli rąk ubabranych błotem”. Wierzę, że z moimi pracownikami mieliśmy właśnie taki cel. Ze zdecydowaną większością.

Nigdy nie było i nie będzie mojej zgody na łamanie prawa, psucie atmosfery pracy, a przede wszystkim obniżanie jakości gry. Jako dyrektor instytucji wsłuchiwałam się w zdanie dyrygenta, który najlepiej wie, kto powinien nadal tworzyć z nami muzykę, a czyje umiejętności artystyczne czy też społeczne przestały współgrać z oczekiwanym poziomem. Nie wycofuję się z żadnej podjętej decyzji. W kwestiach muzycznych ufam prof. Monice Wolińskiej, wybitnej artystce i wspaniałemu człowiekowi. I dziękuję, że miałam szczęście spotkać ją na swojej zawodowej drodze. To skarb, jaki zdarzył się naszemu miastu i z którego chyba nie do końca potrafimy skorzystać. I uszanować.

Dziękuję Melomanom, że zawsze z nami byli, że wspierali nie tylko dobrym słowem, ale i wskazówkami czy tak liczną obecnością na koncertach. Wierzę, że nadal będą kochać muzykę, która od pięciu lat wybrzmiewa z naszej filharmonii. I że nadal czujnie będą wyłapywać fałszywe dźwięki.”

Komentarze:

X
więcej
W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x