przejdź do treści strony kontakt
strona główna 501 936 975 menu wyszukiwarka

więcej

Ukraińskie lepsze życie? Mają to w Gorzowie!

Z MIASTA

Adam Oziewicz
2019-03-13 15:17
23470

Daria Lukianova nieformalnie reprezentuje społeczność ukraińską, wspiera ją gorzowianka Magdalena Sielska (fot. Adam Oziewicz)

Jeszcze do niedawna przyjeżdżali do pracy, bo w Polsce większe pieniądze – wyjeżdżał mąż, syn, rzadko całe rodziny, chodziło o to, aby popracować, zarobić i żyć lepiej u siebie. Daria Lukianova nie ma wątpliwości, teraz emigracja zmieniła charakter – co raz częściej wyjeżdżają całe rodziny. 

Ukraińcom już nie chodzi tylko o pieniądze, ale o stabilizację i bezpieczeństwo dla siebie oraz swoich dzieci, wygodniejsze życie. – Gdy dziś porównujemy cywilizacyjnie Polskę i Ukrainę to różnica jest ogromna, oczywiście na korzyść Polski. Gdy wyjeżdżałam, dobrze wiedziałam, że u was jest lepiej – być może nie wszyscy Polacy to dostrzegają, ale tu znacznie łatwiej żyć niż u nas – zapewnia.  
 
Daria Lukianova nieformalnie reprezentuje społeczność ukraińską. W mieście od 3,5 roku, stąd wie z czym największy problem mają obcokrajowcy docierający do Gorzowa. Jest wykształconą dziennikarką – jeszcze na Ukrainie, pracując w zawodzie, nauczyła się zdobywać istotne dane. Tu zaczynała od zera, ale już od pierwszego dnia gromadziła informacje przydatne dla świeżo upieczonego mieszkańca. – Skoro już je mam to chętnie się z nimi dzielę – mówi. W jej ocenie w mieście i okolicy mieszka, pracuje bądź uczy się ponad 20 tys. rodaków. Mają swoje grupy na portalu społecznościowym, przez nie nawiązują kolejne kontakty. Także te relacje zainspirowały ją do wspierania Ukraińców w Gorzowie. 
 
Ukraina, Polska i jeden piknik  
Gorzowianka Magdalena Sielska, razem z innymi ludźmi tworzy Amożepomożesz – to grupa charytatywnie działająca na rzecz chorych dzieci z Gorzowa i okolic. Współprowadzi również stowarzyszenie Kobieta Biznes i Rozwój. Obie panie – Magda i Daria – poznały się przez swoją aktywność. Szybko wpadły na pomysł integracyjnych spotkań Polek i Ukrainek. Pod koniec wakacji ubiegłego roku przygotowały rodzinny piknik polsko-ukraiński. Miejsce: muzeum przy Warszawskiej. 24 sierpnia, w niedzielne przedpołudnie z okazji dnia niepodległości Ukrainy przyszło około 200 osób – to przekroczyło oczekiwania organizatorów. A wszystko udało się przygotować błyskawicznie – od pomysłu do pikniku minął ledwie tydzień. 
 
– Było fantastycznie. Muzeum zapewniło plac z zabawami dla dzieci. Goście przynieśli ze sobą ukraińskie jedzenie, był minikoncert – dwie godziny świetnej zabawy. Spędziliśmy czas na rozmowach i poznawaniu siebie – wspomina Daria Lukianova. Jest przekonana, że dotąd miejscy urzędnicy wiedzieli tylko o ukraińskich delikatesach przy Sikorskiego i... niewiele więcej. Na pikniku magistrat reprezentował Tomasz Gierczak – pełnomocnik prezydenta miasta pomógł w organizacji. Widziała zaskoczenie w jego oczach – nie spodziewał się aż takiego zainteresowania.  
 
Daria zauważyła wtedy, że do miasta dotarło, że Ukraińcy przyjeżdżają nie tylko po pieniądze – chcą tu mieszkać, stworzyć sobie, rodzinie, dzieciom lepsze miejsce do życia, bo u siebie nie mają żadnej szansy na stabilizację. – Od tego momentu zaczęłyśmy z Magda robić coś więcej – powstał nawet pomysł stworzenia centrum pomocy obcokrajowcom na terenie lubuskiego z siedzibą w Gorzowie – wspomina. 
 
Obcokrajowiec u prezydenta 
Po spotkaniu w muzeum, kolejnym było styczniowe u prezydenta miasta – Jacek Wójcicki już wtedy zapowiedział kolejne w szerszym gronie. 21 lutego Daria Lukianova, z wsparciem Magdaleny Sielskiej, rozmawiała w magistracie z władzami miasta – prezydentem, wiceprezydentami, dyrektorami części wydziałów. Jako nieformalna przedstawicielka Ukraińców, wśród trudności rodaków przyjeżdżających do Gorzowa wymieniła sprawy meldunkowe oraz tłumaczenie dokumentów. Stąd urzędnicy od razu zapowiedzieli, że na stronie internetowej www.gorzow.pl pojawią się informacje po ukraińsku dla osób zamierzających w mieście zostać i pracować. – Czekam na kolejne rozmowy, ustalenia i rozwiązania problemów… – zaznacza nasza rozmówczyni. A kwestii jest wiele: od meldunku, wydania numeru PESEL, po edukację dzieci i młodzieży – zapisy do szkół czy przedszkoli. Magistrat zapowiedział wykonanie zadania, czyli w rezultacie Ukraińcy mają mieć łatwiej w relacjach z urzędnikami we wszelkich sprawach. 
 
Magdalena Sielska, wspierająca Darię w rozmowach, ma nadzieję, że wspomniane dwa spotkania to pierwszy krok w stronę inauguracji szerszej współpracy, bo meldunek i pesel to tylko niewielka część problemów z jakimi borykają się obcokrajowcy. Są jeszcze kwestie zdrowotne, leczenia, celne, związane z zatrudnieniem i wiele innych. W założeniu ma to być początek współpracy samorządu, administracji, służb, instytucji i urzędów gdzie ostatecznym celem będzie powołanie centrum pomocy obcokrajowcom.
 
Tam nikt o takim mieście nie słyszał
Skąd przyjeżdżają? Na samym początku większość była z zachodniej części, teraz to już cały kraj. Co ciekawe, dla większości Ukraińców Gorzów jest ostatnim miastem branym pod uwagę do emigracji. Powód? Tam nikt o takim mieście nie słyszał, stąd nie wiedzą czego się spodziewać. Szybciej decydują się na Wrocław, Warszawę, Poznań gdzie już działają specjalne centra pomocy, biura porad prawnych, tłumacze, infolinie... W Gorzowie jeszcze tego nie ma, dlatego Ukraińcy raczej nie biorą pod uwagę tego miasta.
 
Zatem jak tu trafiają? – pytamy Darię. – Nie jest to głębszy, świadomy wybór – szukamy pracy i jedziemy tam gdzie jest. Bo o nią w innych większych miastach już nie jest łatwo – wyjaśnia. Jej mąż znalazł się w Gorzowie dzięki agencji pracy w Opolu. Zatem za naszą wschodnią granicą nie słyszało o Gorzowie, ale gdy już tu ktoś trafił, pomieszkał dłużej to docenia miejsce – spokojne, bezpieczne miejsce do życia.
 
Daria pracuje w szkole policealnej „Atut, lider kształcenia” – widzi duże zainteresowanie obywateli Ukrainy rozszerzeniem kwalifikacji. Chcą dostosować swoje umiejętności do potrzeb rynku pracy. Co nie znaczy, że do Gorzowa trafiają osoby bez wykształcenia. Coraz częściej są po studiach, nawet po trzech kierunkach. – To naturalne, że gdy Ukrainka ma kilka dyplomów to myśli o tym, aby szukać pracy poza Faurecją czy TPV. Rozumie, że gorzowska fabryka to dla nich początek. Ukraińcy chcą tu mieszać, rozwijać się, edukować swoje dzieci, otwierać własną działalność i płacić podatki – są już sklepy, salony kosmetyczne… Ale to nie wszystko, chcą też integrować się z mieszkańcami – zauważa D. Lukianova. 
 
Łatwo nie jest... 
Nasza rozmówczyni opowiedziała też o pierwszym miejscu gdzie Ukraińcy spotykają się z ziemią lubuską i od razu napotykają na poważną barierę – to urząd wojewódzki przy Jagiellończyka. – Najczęściej powtarzający się problem, wręcz dręczący ludzi: kończy się ważność wizy czy karty pobytu – Ukrainiec musi złożyć wniosek o przedłużenie pozwolenia. Tymczasem najbliższy wolny termin spotkania w urzędzie w maju – taka kolejka…
 
Mąż Darii któregoś razu przyszedł pod urząd o 5.00 nad ranem i był 27 w kolejce, ostatecznie tego dnia nie załatwił swojej sprawy. Z ostatnich relacji wynika, że aby dostać się do urzędu trzeba przyjechać nawet o 12.00 w nocy i czekać na schodach do rana. – Nie potrzebne są takie sytuacje – trzeba to zmienić, bo nikomu to nie służy. Jeżeli nie załatwimy tam swoich formalności to nie możemy być w Polsce, a nie możemy ich załatwić, bo kolejka na ponad dwa miesiące – błędne koło...  – uważa Ukrainka. Stąd też rozmowa z dyrektorem wydziału spraw obywatelskich i cudzoziemców – Pawłem Klimczakiem, i wspólna próba rozwiązania problemu w urzędzie wojewódzkim. 
 
W Gorzowie i okolicy – w promieniu do 30 km – mieszka ponad 20 tys. obywateli Ukrainy 
zdecydowana większość w samym mieście. Daria zwraca uwagę, że w ostatnim roku coraz częściej to całe rodziny. – Powtarza się model: przyjeżdża mężczyzna na pół roku, aby zarobić. Gdy się zorientuje, jak jest, nie chce wracać i ściąga rodzinę – żonę, dzieci – przedstawia sytuację. Sądzi, że właśnie dlatego w ciągu ostatniego roku zgłosiło się do niej bardzo dużo rodaczek. Część deklaruje związanie się z Gorzowem na stałe, część nie, a jeszcze inne po zarobieniu pieniędzy zamierzają wróci do siebie. Jak liczne są to grupy? Jak rozkładają się proporcje? Naszą rozmówczynię ta kwestia również zaciekawiła – kilka tygodni temu przygotowała ankietę, poprosiła o odpowiedź. Pytania trafiły do 400 Ukrainek z województwa lubuskiego. Co ciekawe, żadna z nich nie wskazała, że zamierza wrócić do siebie. 5 procent ankietowanych jest niezdecydowanych, 20 procent myśli o wyjeździe dalej na zachód, z kolei 75 procent chce zostać w Gorzowie bądź na terenie lubuskiego. 
 
Daria Lukianova jest mężatką, ma czteroletnią córeczkę – z całą rodziną mieszka w Skwierzynie. Codziennie dojeżdża do pracy do Gorzowa, do szkoły „Atut, lider kształcenia” gdzie jest specjalistką ds. obsługi obcokrajowców. A w Skwierzynie, bo mąż od lat pracuje w tym mieście. Jest zawodowym spawaczem – cenionym na rynku fachowcem. 
 
 

Komentarze:

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x