REKLAMA
Jesteś tutaj:  Strona Główna  ›  Wiadomości  ›  Z MIASTA

Gorączka w Hell Club: Poczuj to na własnej skórze!

dodano: 21 grudnia 2010, 18:17

To nie przypadek, że w Hell Clubie jest wytwornie i funkcjonalnie. Menadżer klubu podkreśla, że Gorzów takiego miejsca jeszcze nie miał. – Odtąd miastu nie będzie brakować ekskluzywnej dyskoteki – mówi z entuzjazmem.

Od miesiąca pod Mieszkiem znowu działa night club. Remont z fazą projektową trwał dwa lata. – Wszystko zaczęliśmy od kompletnej demolki – mówi Grzegorz Hanebauer, menadżer klubu. Teraz lokal jest znacznie większy, przestrzeń jest całkiem przearanżowana. Po zmianach jest 170 miejsc siedzących. Swobodnie bawi się 400 osób. Są dwa bary z alkoholami z całego świata.

Prowadzący Hell Club, nawet nie starają się ukryć, że stworzyli lokal z myślą o klientach dojrzałych, z zasobniejszym portfelem. Obowiązuje wiek od 25 do 35 lat, a dolna nieprzekraczalna granica to 21 lat. Atutem klubu ma być świetny wystrój i dyskretna selekcja gości. – Rzeczywiście mamy selekcjonera – przyznają prowadzący dyskotekę. Choć zdają sobie sprawę, że obecność takiej osoby może się źle kojarzyć, to zapewniają, że bez niej lokal nie zyska odpowiedniej renomy. Do Hell Clubu na pewno nie dostanie się ktoś nietrzeźwy lub ubrany w sportowym stylu – dres jest wykluczony.

Ceny w barze jak wszędzie, może nawet taniej niż w innych dyskotekach. Za to nieco droższe są wejściówki – za sobotnią zabawę trzeba zapłacić 20 zł, w pozostałe dni wjazd jest za darmo. Nie eksperymentują z muzyką. Grają do tańczenia - hity lat 80., 90. i współczesne. Nawiązują do tradycji dawnego Piekiełka.

Wchodzimy do Hell Clubu. Na wprost od wejścia szeroki bar, nieco głębiej po prawej stanowisko dj-a, przed nim miejsce do bujania. Obok loże z salą projekcyjną, nieco dalej Vip Room. Po przeciwnej stronie drugi bar i kilkadziesiąt świetnie przygotowanych miejsc dla gości. Jest funkcjonalnie i wygodnie. Loża vipowska w czerni – to jedyne takie miejsce w mieście. Vip Room jest dla osób, które zamierzają przygotować dyskretną imprezę w wyjątkowym otoczeniu i zarazem nie rzucać się nikomu w oczy. Białe loże przy drugim barze – prowadzący podobne miejsca unikają bieli ze względów praktycznych – w Hell Club jest inaczej, bo najważniejsze, aby goście byli przekonani, że są w wyjątkowym miejscu. To robota projektantów wnętrz? – pytamy o wystrój. – Oczywiście, że nie. To godziny spędzone nad katalogami tapet, wzornikami kolorów i odtwarzaniu pomysłów, które rodziły się w głowie przez wiele miesięcy - odpowiada G. Hanebauer.

Dywan łączony z płytkami tuż za wejściem. Dziwne? – Chcieliśmy uzyskać unikalny efekt – połączenie płytek z wykładziną. Chodziło też o stronę praktyczną – wyjaśnia menadżer klubu. Zauważa, że w zimie nie da się uniknąć wody, śniegu i błota. Dzięki wykładzinie brudu z butów nie będzie w innych częściach klubu.

Hell Club zagrał już cztery soboty – pod względem frekwencji każda następna jest lepsza. Prowadzący dyskotekę podejrzewają, że apogeum będzie w pierwszy dzień świąt, potem karnawał – są pewni, że gości nie zabraknie. Oprócz dyskotek w klubie będą eventy, spotkania biznesowe. W planach są również wieczory filmowe w specjalnie stworzonej sali projekcyjnej.

Wszyscy pracownicy klubu mają doświadczenie na swoich stanowiskach pracy, bo muszą zapewnić odpowiedni poziom obsługi – nie ma czasu na eksperymenty i naukę. Ochrona dyskretna, tak jakby w ogóle jej nie było. To faceci po trzydziestce w garniturach, kulturalni, dobrze wykształceni. – Nie ma u nas nowicjuszy, wszystko o sobie wiemy, bo w branży funkcjonujemy od wielu lat – podkreśla G. Hanebauer.

W Hell Clubie będzie bal sylwestrowy – jak się dowiedzieliśmy, wszystkie miejsca są już wyprzedane.

 

REKLAMA
ks stilon

Jeśli na tej stronie widzisz błąd,
napisz do nas!



Komentarze są własnością ich twórców.
Portal Gorzow24.pl nie ponosi odpowiedzialności za opinie pozostawione w serwisie.

Pokaż komentarze

Dodaj komentarz


Zaloguj się aby dodać komentarz.

  1. Adam Oziewicz
  2. Filip Górecki
  3. Damian Marciniak
  4. Piotr Wiszniewski
  5. Bartłomiej Pluta
  6. Michał Kapuściński