Piłkarze ręczni czekają na pierwszy ligowy gwizdek
dodano: 19 września 2007, 11:26

Kamil Siałkowski
tel. 504 875 910, (095) 736 60 70
e-mail: sialkowski(at)gorzow24.pl
- Już nie możemy się doczekać, aby sprawdzić jak nasza praca przełoży się na punkty w lidze - mówi trener AZS AWF Michał Kaniowski. Pierwsza liga szczypiornistów rusza w najbliższą sobotę. Nasi zagrają z Wolsztyniakiem.Spotkanie na inaugurację ligi rozpocznie się w gorzowskiej hali przy ul. Szarych Szeregów o godz. 18. Gorzowski zespół zagra z Wolsztyniakiem Wolsztyn. - Musimy uważać na tę drużynę, gra szybką piłkę - mówi dr
Michał Kaniowski, który od tego sezonu wraca na ławkę trenerską w AZS AWF. Zespół poprowadzi trenerskie trio: Kaniowski (myśl taktyczna),
Dariusz Molski (przygotowanie wytrzymałościowe i wyszkolenie techniczne) i
Marek Kozielski (trening bramkarski).
Przed sezonem piłkarze ręczni z Gorzowa dużo grali z ekstraklasą. Najczęściej przegrywali, ale jak uważa nasz szkoleniowiec, gra z najlepszymi musi zaprocentować. - To niesamowity kapitał, zmierzyliśmy swoje siły nawet z mistrzem Polski. Trzeba równać do najlepszych. Cieszę się, że udało się potrenować z ekstraklasą - twierdzi Michał Kaniowski.
Po bardzo dobrym występie na akademickich mistrzostwach Polski w Łodzi, gdzie gorzowianie zdobyli srebrne medale, zespół nie grał jednak zbyt dużo. Pojechał na turniej do Zielonej Góry, ale tam nie walczył w najsilniejszym składzie. - Zagraliśmy sparingi w swoim gronie, mamy dużą grupę, więc mogliśmy sobie na to pozwolić. Nie wszyscy byli sprawni, na uraz ręki narzeka
Paweł Kaniowski. Lepiej było na spokojnie się przygotować, niż ostro walczyć i na początek ligi mieć niesprawnych ludzi - argumentuje trener Kaniowski.
Szkoleniowiec AZS AWF liczy, że na półmetku gorzowski zespół znajdziemy w czwórce. - Możemy zdziałać wiele w tym sezonie. Grunt, żeby w pierwszej rundzie nie stracić do rywali zbyt wielu punktów, żeby te ewentualne różnice były minimalne. Sparingi pokazały, że mamy potencjał, który teraz musimy pielęgnować. Chłopcy sami podnieśli sobie poprzeczkę. Liczę, że utrzymają ją przynajmniej na tym samym poziomie - kończy Michał Kaniowski.