przejdź do treści strony kontakt
strona główna 501 936 975 menu wyszukiwarka

więcej

Marta Bejnar-Bejnarowicz: Tak, to nasze dzieci „spowodowały” LdM

Z MIASTA


2015-02-11 18:10
58160

Marta Bejnar-Bejnarowicz

Marta Bejnar-Bejnarowicz (fot. Adam Oziewicz)

Gdyby nie akcja z alejkami przy Marcinkowskiego „Ludzi dla Miasta” by nie było, a prezydent Jędrzejczak ciągle by rządził. Marta Bejnar-Bejnarowicz wcale nie wyklucza takiej sytuacji. – Tak mogło rzeczywiście być – zdradza w rozmowie z portalem.

Adam Oziewicz: Wyobraźmy sobie: nie ma sprawy alejek, nie ma Ludzi dla Miasta, prezydent Jędrzejczak nadal rządzi Gorzowem – tak mogło być?

Marta Bejnar-Bejnarowicz: – Oj! Wracamy do korzeni?

Tak. Przed akcją z drzewami znała pani Grzegorza Witkowskiego?

– Poznaliśmy się niewiele wcześniej. Nasze dzieci chodzą do jednej klasy – wtedy były pierwszoklasistami. Nie znamy się zatem zbyt długo, ale wiedziałam, że Grzesiek robi wiele rzeczy i ma tzw. społeczne ADHD (śmiech). Od razu gdy posłał dziecko do szkoły wszedł w tematy boiska, remontu – biegał za tym, pomagał. Niewiele później urodziły się alejki.

Możemy pogrzebać głębiej... Gdyby nie dzieci Marty i Grzegorza to nie byłoby LdM-u, a Tadeusz Jędrzejczak siedziałby niezagrożony w fotelu prezydenta miasta?

– Trzeba zaufać przeznaczeniu. Może okazałoby się, że spotkamy się przypadkiem na ulicy albo potrącę go rowerem na pasach...

A już serio...

– W rzeczy samej, wszystko zaczęło się od alejek...

Ale to mogłaby być zupełnie inna sprawa?

– Nie. Nie miałam w planach walki o cokolwiek, co pozwoliłoby zawiązać miejski ruch społeczny. Zatem nie była to żadna strategia. Dla mnie najważniejszy był konkurs architektoniczny i fakt, że miasto tych projektów od lat nie wykorzystuje. Zajmowałam się ocaleniem tego konkursu od zapomnienia - od 2009 roku środowisku architektonicznemu zależało na tym, aby zwycięską koncepcję wprowadzać w życie. Imaliśmy się różnych sposobów. Sprawę lobbowaliśmy i u prezydenta, i u radnych – niestety nic z tego nie wychodziło... Grzegorz w tym czasie prowadził swoje działania. Nagle okazało się, że jest problem z alejkami, zapytał mnie czy nie chciałabym w tym uczestniczyć. Skontaktowałam się z Aliną Czyżewską, powiedziałam jej, że jest tu taki facet, który walczy przeciwko wycince drzew i szuka osób, którzy z nim zorganizują petycję do prezydenta. Dosłownie moment po tym odezwali się znajomi ekolodzy z Krakowa, którzy już wcześniej walczyli o aleje. Potem ludzie sami zaczęli do nas dołączać. Inżynier drogownictwa Krzysiek Leśnicki – wiedział, jak tę sprawę można załatwić inaczej. Architekt krajobrazu, dendrolog Mikołaj Zawadzki – zaproponował, że wykona ekspertyzę dendrologiczną. Mówił, że to, co mówił ówczesny prezydent mija się z prawdą - drzewa nie kwalifikowały się do wycinki.

Co teraz dzieje się alejkami? Powinny być ważne dla LdM-u...

– Są ważne. W budżecie są zapewnione środki na przeprowadzenie otwartego konkursu – również dla mieszkańców, studentów i architektów zieleni – na opracowanie koncepcji dla tego terenu. Zapewne znajdą się środki na przygotowanie dokumentacji technicznej. Pójdziemy tym trybem, o który sami postulowaliśmy – to mieszkańcy, lokalna społeczność zdecydują, co chcieliby tam mieć. Nie chcemy, aby wybierali z zamkniętego zbioru gotowych rozwiązań przedstawionych przez jedną osobę, ważny jest dla nas głos mieszkańców.

Kiedy konkurs?

– Z tego co wiem, obecnie przygotowywany jest konkurs na koncepcję przebudowy magistratu przy Sikorskiego. To duża sprawa, z którą trzeba zdążyć do końca roku. Gdy już ten konkurs nabierze rozpędu wtedy organizatorzy będą mieli trochę więcej czasu na uruchomienie konkursu na obszar „Alejek”.

Najpierw konkurs na magistrat a potem na alejki?

– Tak. Pod warunkiem, że taka będzie wola prezydenta Jacka Wójcickiego – sprawy związane z harmonogramem takich działań to jego decyzje. Szczerze powiem, że nie ustaliliśmy jeszcze konkretnego terminu rozpoczęcia konkursu dla alejek. W tej chwili łapiemy spadające talerze...

Zatem dla pani akurat ta inwestycja na Marcinkowskiego nie jest priorytetem?

– Musi jeszcze chwilę poczekać. Oczywiście nie może czekać nie wiadomo ile, bo to także problem nawierzchni – tam po prostu fatalnie się jeździ. Ponadto ważne, aby w końcu doprowadzić do porządku cały ten obszar. To też dobry teren do tego, aby testować różne metody rewitalizacji.

Ruchy miejskie, w tym LdM, będą ubiegały się o mandaty do parlamentu?

– Są dyskusje na ten temat. Różne miasta mają różne pomysły, ale ja jestem przeciwnikiem startu do sejmu. Natura ruchów miejskich jest taka, że nie są sformalizowane. Jeżeli ktoś stwierdzi, że chciałby i widzi realną szansę na wygraną, to może założyć komitet wyborczy. Ja widzę większą szansę w stracie do senatu, ale tam z kolei nie zrobilibyśmy tego, co byśmy chcieli.

Zatem Marta Bejnar-Bejnarowicz nie przygotowuje się do kolejnej, trzeciej już, kampanii wyborczej?

– Zgadza się.

Co wyszło ze spotkania wigilijnego w Warsztacie? Nieformalna grupa aktywnych, stowarzyszenie, porozumienie organizacji społecznych – w jakim kierunku idzie LdM?

– Na koniec przeprowadziliśmy głosowanie w tej sprawie. Najwięcej osób opowiedziało się za utworzeniem stowarzyszenia zwykłego, bez KRS-u. Droga zjednoczenia kilku organizacji pod jednymi skrzydłami okazała się najbardziej kłopotliwa, bo ludzie działają na różnych płaszczyznach i chcą mieć nieograniczone pole manewru. Natomiast przydałoby się stowarzyszenie, chociażby po to, aby było wiadomo, kto wypowiada się w imieniu „LdM-u”. Teraz wielu ludzi czuje się Ludźmi dla Miasta - to świetne - ale warto mieć chociaż minimum wiedzy, jakie poglądy są przekazywane w imieniu całej grupy.

Czyli dyskusja trwa?

– Wydaje mi się, że w tej sprawie wszystko jest jasne, ale dajemy sobie czas na to, aby kurz opadł. Opinie są jeszcze wyrażane. Jednym się pomysł podoba, innym mniej, ale nie ma w tym temacie większych sporów. Nikt z LdM-u nie odchodzi – za to dochodzą osoby, które chcą z nami współpracować. W tej chwili jest to ponad stu ludzi.

Zainteresowanie nowym prezydentem jest ogromne – zresztą trudno się dziwić. Ciekawość gorzowian przekłada się na panią czy ruch LdM? Do Marty Bejnar-Bejnarowicz też zgłaszają się ludzie ze swoimi problemami?

– Chyba do mnie szczególnie. Może wydawać się, że skoro weszliśmy do Rady to mamy absolutny wpływ na miejskie czy obywatelskie sprawy. Wszystkie zgłaszane problemy kierujemy bezpośrednio do odpowiednich urzędników, ci z kolei na bieżąco je rozwiązują albo zwracamy się do prezydenta lub wiceprezydentów, aby pomogli w rozwiązaniu spraw. Nie wszystko da się załatwić od ręki, ale nie zdarzyło się, aby ktoś przyszedł i usłyszał od nas, że nie mamy czasu albo, że czegoś nie da się zrobić.

To dużo spraw i osób?

– Tak. Bardzo. Przykład? Pewna pani zadzwoniła do swojego znajomego, który jest też moim znajomym, bo krępowała się dzwonić do radnych. Ostatecznie na moją prośbę wysłała maila z opisem sytuacji. Chodziło o stan zieleni na jednym z osiedli – krzewy się tak rozrosły, że zasłoniły miejsca postojowe. Zwróciłam się do wydziału, zapytałam czy jest możliwość rozwiązania sprawy. Po tygodniu zieleń została uporządkowana i wszyscy są zadowoleni. Innym razem chodziło o stan schodów prowadzących z pętli tramwajowej na Piaskach na osiedle powyżej. Sprawę również przekazałam dalej. To już większa inwestycja, zatem trzeba zabezpieczyć środki w budżecie. Podobnych spraw są dziesiątki.

Pewnie obowiązuje też kierunek w drugą stronę? Pani chodzi do ludzi?

– Tak. Któregoś dnia rozmawiałam z dyrektorem Tomaszewiczem o wspólnej organizacji akcji Zakochaj się w Gorzowie. W jednym z lokali będzie kawiarenka francuska i będą piosenki ze spektaklu „Trzy razy Piaf” – zaśpiewa Ania Łaniewska. Chciałam upewnić się, że nie ma nic przeciwko. Chciałam też zbadać czy jest nić porozumienia przy wspólnej organizacji oddolnych inicjatyw – zresztą teatr ma podobne pomysły. Dyrektor Tomaszewicz spotkał się również z prezydentem Wójcickim w sprawie współpracy z miastem a my z kolei świetnie porozumieliśmy się - że tak powiem - na dole i wszystko się świetnie zazębiło.

Ale tych spotkań jest więcej...

– Kalendarz mam wypełniony po brzegi. Widziałam się dyrektorami kilku szkół – wcześniej nie znaleźli porozumienia z miastem. Były też propozycje zmian niektórych uchwał wiążących ręce dyrektorom. Jednym z takich pomysłów było uwolnienie dyrektorów od wnioskowania o każde przesunięcie środków finansowych w ramach własnego konta. Jeśli za prąd zapłacą mniej, a za ciepło wychodzi więcej to już nie muszą pisać do dyrektora Wydziału Edukacji pisma o zgodę na takie przesunięcie. Zaproponowaliśmy odejście od sztucznych wymogów, bo dyrektor szkoły i tak sam gospodaruje swoimi środkami.

W ostatnich miesiącach dzieją się w Gorzowie rzeczy o dużym ciężarze gatunkowym – na oczach mieszkańców następuje zmiana władzy. Odpowiedzialność za sprawy miasta nie krępuje rąk?

– Nie, bo ja nie obawiam się podejmowania decyzji. Czasami oczywiście potrzebuję zasięgnąć opinii kogoś mądrzejszego, aby powiedział mi, czy pomysł nie koliduje z uchwałą, zarządzeniem czy też ustawą, o której istnieniu mogę nawet nie wiedzieć, bo prawo w Polsce jest zawiłe. Ale to nie krępuje. Nie mam też wewnętrznego oporu przed przyznaniem się, że czegoś nie wiem i potrzebuję pomocy. Są liczni specjaliści w moim otoczeniu i bardzo chętnie nam pomagają. Trochę krępujące jest to, że cały Gorzów patrzy. To dziwne uczucie, kiedy ludzie poznają mnie na ulicy, a ja ich nie zawsze, ale to nie ogranicza moich poczynań. Idziemy do przodu. Mamy zadania, trzeba je wykonać i sukcesywnie je wykonujemy.

Jest dużo barier, zastanych warunków wstrzymujących pewne posunięcia. Chociażby kryteria udzielania dotacji na sport. Za chwile będą wyniki konkursu na środki dla kultury – czuje, że problem powróci. Kiedyś ludzie o tym nie mówili, ale teraz jest głośno - system wymaga modernizacji. A zmiana takiej uchwały czasami trwa kilka miesięcy. Jest też choćby problem z zamianą mieszkań. Nie można zamienić zajmowanego mieszkania komunalnego na inne puste, ale trzeba znaleźć innego lokatora z mieszaniem komunalnym, który też chce się zamienić i to na takie jak ma ten pierwszy. To jest bardzo kłopotliwe – znalezienie dwóch osób z wymiennymi potrzebami to prawdziwy majstersztyk. Tymczasem cała masa mieszkań stoi pustych i nic nie można z nimi zrobić, bo nie ma pieniędzy na remonty. Zmieniamy zatem uchwałę. Natomiast ta zmiana koliduje z innymi uchwałami, które też trzeba zmienić. A wszystko trwa: przygotowanie treści projektów uchwał, zaopiniowanie, zatwierdzenie, uchwalenie. Stąd czasem u obserwatorów poczucie, że za mało się dzieje. Tymczasem dzieje się bardzo wiele, ale nie widać tego jeszcze na ulicach. Aby efekty były widoczne trzeba kilku miesięcy wytężonej pracy.

W tej sytuacji, jak funkcjonuje biuro projektowe Marty Bejnar-Bejnarowicz?

– Trochę wolniej i głównie w trybie nocnym – w dzień rzeczywiście sporo energii wkładam w sprawy miasta. Jest dużo spraw do załatwienia: kontakty z mediami, ustalenia z urzędnikami, rozmowy z mieszkańcami, komisje, interpelacje, spotkania w sprawie uchwalanych planów miejscowych, itd. Dużo spotkań, a praca zawodowa leży i czeka. Wracam z dziećmi z przedszkola i szkoły trochę oporządzę dom i o 20.00 biorę się do pracy.

Prezydent Wójcicki szuka mieszkania w Gorzowie. Pani jako gorzowianka, patriotka lokalna, znawczyni miasta, co by mu podpowiedziała?

– Prezydent ma wysokie wymagania. Chciałby mieszkać w centrum i zarazem mieć piękny widok z okna. To warunki trudne do spełnienia, zwłaszcza w Gorzowie. Poleciłabym mu jednak ścisłe śródmieście, np. Chrobrego. W tych miejscach kumulują się problemy Gorzowa. To by było dla prezydenta dobre źródło bieżących informacji. Chociaż równie dobrze można by mu postawić łóżko w urzędzie – wczoraj z magistratu wyszliśmy ok. 22.00, a następnego dnia od świtu był w pracy. Zastanawiam się, czy przypadkiem nie śpi w samochodzie pod urzędem...

Dziękuję.

Komentarze:

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x