przejdź do treści strony kontakt
strona główna 501 936 975 menu wyszukiwarka

Opinia: jeszcze dokładniej spójrzmy na miejskie inwestycje

Z MIASTA

red.
2024-02-07 20:52
9713

Czy ulice w Gorzowie muszą mieć dziury? Przewrotnie, ale z głęboką troską o stan infrastruktury miejskiej, stawia pytanie Dariusz Drewing w drugim tekście dla gorzow24.pl.

Proszę nie odbierać tego jako przejaw bezrozumnego krytykanctwa, w którym to każdy obywatel zna się na sporcie, polityce i budowie dróg, ale jako przejaw troski zwykłego inżyniera. 
 
Jechałem jakiś czas temu ulicą Warszawską, a że akurat było po deszczu, zignorowałem niewielką kałużę, która w istocie okazała się dużą dziurą w nawierzchni, co odczułem natychmiast i razem ze mną z pewnością odczuł to mój samochód. Sytuacja jaką doświadcza wielu i nie na tyle ważna, aby pisać o niej w gazecie... Jednakże mój zawodowy nos inżyniera stara się doszukiwać szerszych przyczyn tego zjawiska. Jedną z nich jest z pewnością ograniczony budżet remontowy Miasta. Jednak nie to było przedmiotem moich dalszych dociekań, ponieważ sam remont jest już zjawiskiem następczym, nie zaś przyczyną takiego stanu.
 
Moja uwaga skupiła się na samym procesie budowy, a więc na jakości i kontroli wykonywanych robót. Punktem wyjścia do rozważań była obserwacja jakości dróg krajowych, które bez wątpienia są w lepszym stanie i to nawet te budowane kilka lata wcześniej. Zadałem sobie pytanie – dlaczego tak jest? Dlaczego droga wybudowana przez GDDKiA jest trwalsza niż droga/ulica wybudowana przez Miasto? W końcu, i tam, i tu leży to samo „czarne”. Jak to zatem jest, że tam potrafią, tutaj nie? Tam mniej, a tu więcej dziur, czy jak to się fachowo określa: ubytków w nawierzchni. I jeden, i drugi proces inwestycyjny opiera się w końcu na tych samych podstawowych zasadach oraz przepisach prawnych tj. prawo budowlane i prawo zamówień publicznych. Czy przyczyna leży w organizacji pracy, procedurach urzędowych, czy w procesie przygotowania inwestycji? A może problem tkwi w nadzorze tj. kontroli jakości odbieranych robót, czy wbudowywanych materiałach? Oczywiście przyczyn jest dużo więcej, a ich analiza z pewnością mogłaby być przedmiotem niejednej dysertacji naukowej i to w czasopismach branżowych, nie w lokalnym portalu informacyjnym.
 
Zanim jednak w najprostszy możliwy sposób spróbuję odpowiedzieć na tak postawione pytanie, odniosę się znowu do przywołanej przeze mnie powyżej Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która to instytucja oprócz oddziałów terenowych posiada w swej strukturze centralnej wyspecjalizowane wydziały merytoryczne w tym m.in. wydział technologii, zbierający informacje ze wszystkich oddziałów terenowych dotyczące stanu nawierzchni, kłopotów z jej utrzymaniem, czy trwałości zastosowanych rozwiązań projektowych. Informacje te następnie służą opracowaniu odpowiednich standardów realizacyjnych, w języku technicznym nazywa się to Ogólne Specyfikacje Techniczne Wykonania i Odbioru Robót Budowlanych (OSTWiORB). Są to więc standardy wypracowane na podstawie wieloletnich doświadczeń i są częścią składową umowy z wykonawcą robót, a parametry w nich zawarte stają się zobowiązaniem umownym wykonawcy tych robót. W czym jest więc problem? 
 
Po pierwsze urząd miasta nie posiada pełniącej podobną rolę jednostki monitorującej, chociaż w swych strukturach ma wydziały zajmujące się utrzymaniem i remontami. Nie dokonują one jednak pogłębionej analizy zastosowanych rozwiązań. W związku z tym Miasto nie opracowało swoich własnych standardów wykonania i odbioru robót. A mówiąc jeszcze prościej, Miasto samo nie wie, co chce mieć i w jakim standardzie. 
 
Po drugie urząd miasta nie ma jednostki kontrolującej na wzór laboratorium akredytowanego GDDKiA. Skutkuje to zatem brakiem takiej kontroli w trakcie budowy, a co za tym idzie, nie otrzymujemy w rezultacie taki produktu jaki zamawialiśmy opisując nasze zamówienie, w tym m.in. trwałej nawierzchni. Co prawda, można zobowiązać Nadzór Inwestorski poprzez zapisy w umowie do robienia własnych badań, ale jest to fikcja większa niż w kreskówkach Disneya. Można również podpisać umowę z jakąś jednostką badawczą na laboratoryjną obsługę inwestycji, ale to oczywiście zwiększa koszty tej inwestycji. Przy czym musiałaby to być jednostka akredytowana i niezależna od wykonawcy. Dodatkowym problemem jest opis przedmiotu zamówienia na taką usługę i całkowity szacunek kosztów jej realizacji. Trzeba przecież policzyć przewidywany rodzaj badań i ich ilość, bo w ofercie otrzymamy co najwyżej cenę jednostkową za konkretne badanie. A skąd można wiedzieć, ile coś kosztuje, jeśli się nie wie, czego się chce?
 
I tu dochodzimy do sedna. Im więcej wydajemy na utrzymanie, tym mniej możemy wydać na nowe inwestycje. Im dokładniej będziemy kontrolować proces wytwórczy, tym dłużej będziemy się cieszyć dobrą infrastrukturą. I trzeba pamiętać jeszcze o jednym… Na remont już dofinansowania nie będzie, ale to już pewnie zmartwienie na kolejną kadencję.
 
Dariusz Drewing, Lubuska Izba Inżynierów 

Komentarze:

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x