przejdź do treści strony kontakt
strona główna 501 936 975 menu wyszukiwarka

Leszek Sokołowski: Game changer

Z MIASTA

red.
2024-04-02 21:01
484

Leszek Sokołowski w naszym cyklu „Co czują mieszkańcy”: – „Człowiek ze szkoły wyjdzie, ale szkoła z człowieka nigdy”. Nieco parafrazując i zmieniając brzmienie słynnego powiedzenia nie będę pisał o sobie, a o systemie edukacji, który stanowi dla władz w Gorzowie ogromne wyzwanie. 

Ustawa o finansowaniu zadań oświatowych nakłada bowiem na samorząd obowiązki wynikające wprost z zaspokojenia potrzeb mieszkańców w dostępie do edukacji na każdym etapie rozwoju dziecka. Od przedszkola i szkoły podstawowej, których utrzymanie leży w gestii gminy, skończywszy na szkole średniej, którą (w większości przypadków) finansuje powiat. Gorzów to miasto na prawach powiatu, więc powinien zajmować się wszystkimi szkołami niezbędnymi do rozwoju młodego, nastoletniego obywatela. Z mojej perspektywy – nauczyciela mającego dziewiętnastoletni staż pracy „przy tablicy” – jesteśmy w miejscu niemal niezmiennym. Niemal, ponieważ w ciągu ostatniej dekady otworzyliśmy w Gorzowie jedną publiczną szkołę średnią… Likwidując trzy. Wkrótce zlikwidujemy czwartą nie zapominając, że miasto oddało dwie szkoły średnie w zarządzanie innym podmiotom.
 
Zakładając, że koszty utrzymania szkół są wyższe niż otrzymywana subwencja, Gorzów zrobił w tym zakresie niezły interes. Zanim jednak przejdziemy do analizy tych racjonalizatorskich działań należy podkreślić, że o ile tabelki excela można stosować w domowym budżecie, to nigdy nie powinny być wyznacznikiem inwestowania w oświatę, kulturę, zdrowie, bezpieczeństwo i transport. To podstawowe konstytucyjne prawa każdego obywatela i na zaspokajaniu ich – nawet, gdy przynoszą deficyt materialny – nie wolno nam oszczędzać. To inwestycja w ludzi, nie rachunek zysk-strata.
 
W szkole od zawsze brakowało trzech rzeczy. Pieniędzy, większych pieniędzy i dużych pieniędzy. Podniesienie wynagrodzeń nauczycieli pozwoliło na złapanie przez nich oddechu, ale nie na zmianę pokoleniową i selektywną rekrutację do zawodu, gdyż zanim wykształcimy kolejnych nauczycieli, którzy mają w sobie misję, musi minąć kolejna dekada. To jednak zmiana systemowa i na nią wpływ miasta jest niewielki, choć z pewnością nawet w tym zakresie można wykonywać działania zmieniające rzeczywistość. Mam na myśli m.in. dodatki motywacyjne, za wychowawstwo, funkcyjne, etc… Potrzebne są większe pieniądze na doposażenie i remonty szkół. Tu potrzeby są zawsze spore, a oszczędzanie powoduje, że obecny stan placówek ulega coraz większej degradacji i gdyby nie mądrość dyrektorów oraz kierowników, uczniowie nadal siedzieliby przy kredowych tablicach w niedogrzanych salach lekcyjnych. Gdyby nie ich kreatywność, byłoby znacznie gorzej niż sobie wyobrażamy. Z kolei duże pieniądze potrzebne są do realizacji wielkich inwestycji. Ciągnąca się w nieskończoność budowa Centrum Edukacji Zawodowej i Biznesu – to jest właśnie ta wielka inwestycja w edukację. Nie jest winą dyrekcji i nauczycieli, że organizują pracę i lekcje młodzieży przy placu budowy i nie ich winą jest to, że muszą tłumaczyć kolejnym rocznikom uczniów (i dalej będą musieli to czynić), że obecny widok za oknem jest przejściowy. Oni, pomimo tego co wokół – rusztowań, wiatru w budynku “B”, jeżdżących po dziedzińcu koparek – wykonują swoją ciężką pracę i przez zaciśnięte zęby tłumaczą się nie za siebie. 
 
Dziś, szkoła na miarę XXI wieku – jak przedstawiano ją w momencie otwarcia – ma przed sobą jeszcze daleką drogę do finalizacji, a przecież wkrótce dołączy do niej kolejna placówka z wieloletnią tradycją. Funkcjonujący w Gorzowie nieprzerwanie od 1945 roku „mechanik” nie doczekał swoich 85. urodzin, podobnie „budowlanka” nie będzie świętować kolejnego jubileuszu. Obie te szkoły zasiliły „centrum”. Kolejna szkoła czeka w kolejce do wprowadzenia, a piękna XIX wieczna kamienica w śródmieściu z przyległościami będzie gotowa do zagospodarowania.
 
Gdy mówiłem ostatnio na antenie Radia Gorzów o „milczącej Radzie Miasta” nie sądziłem, że przyjdzie mi poczekać jedynie tydzień z okładem, gdy wybuchnie karczemna awantura podczas obrad. Można śmiało powiedzieć, że ostatnia sesja obecnej kadencji prowadzona przez wieloletniego radnego, przejdzie do historii jako „game changer” trwającej od kilku tygodni kampanii. Szczegóły znajdziecie oglądając transmisję i wystąpienie pani Katarzyny, które jak w soczewce skupia problemy, z jakimi boryka się gorzowska edukacja. 
 
W moim przekonaniu należy wykonać gruntowną diagnozę: czego chcemy i w jaki sposób możemy to osiągnąć. Oddawanie szkół („ogrodnik”, a wcześniej „plastyk”), likwidacja „mechanika” i „budowlanki”, stworzenie „centrum” są to działania, których jesteśmy dziś świadkami. Sytuacja demograficzna powoduje, że możemy na nowo wykreować gorzowską edukację i skierować ją tam, gdzie chcemy żeby była za 10, 20 i 30 lat. To możliwe, jeśli opracowaniem strategii zajmie się zespół ludzi znających się na tym, czym mieliby się zająć. Czy to trudne? Bardzo trudne. Trzeba to zrobić rękami i głowami gorzowskich ekspertów, bo tych np. z Krakowa słuchać już nie sposób. Należy ją precyzyjnie zaplanować, a potem krok po kroku dokładnie realizować, żeby tysiące ludzi, za których wykrzyczała swoje racje pani Katarzyna chciały żyć, mieszkać, pracować i rozwijać się w Gorzowie.  
 
Leszek Sokołowski
W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x